Posty

Rok 1987. Złota Dekada Thrashu

Obraz
W roku 1987 bym postawił początek technicznemu podejściu do thrashowego grania, choć myślę, że zdefiniowano to nieco później, a wiąże się to z ukazaniem tego albumu. A kto jak nie Szwajcarzy chciałby grać technicznie i precyzyjnie? Zespół Coroner wydaje swój debiutancki album „R.I.P.”. Wirtuozeria gitarowa w połączeniu z obłędnymi riffami poskładane w nieco bardziej rozbudowane kompozycje daje efekt WOW.   Brazylia stawia drugi krok. Sepultura, powoli idzie po swoje. Ukazuje się „Schizophrenia”, jednak w dalszym ciągu ich kompozycje wyraźnie wskazują na inspiracje tym, co serwuje Metallica i Slayer. Niemniej jednak jest to album, który wyraźnie odciska swoją pieczęć na gatunku. 1987 to też rok Niemców. Pod szyldem Kreatora ukazuje się trzecie wydawnictwo zatytułowane „Terrible Certainty”, natomiast Sodom wydaje „Persecution Mania”, album, który czyni ten zespół pełnoprawnym przedstawicielem „wielkiej trójki niemieckiego thrash metalu”. Oba te wydawnictwa wyraźnie zaznaczają się na

Rok 1986. Złota Dekada Thrashu

Obraz
Nadchodzi czas na Polskę. Po ubiegłorocznych sukcesach, które w 1985 r. odniosły single „Ostatni tabor” i Noce Szatana”, katowicki KAT uderza ze zdwojoną siłą. Wydaje w dwóch wersjach językowych swój pierwszy album; najpierw w języku angielskim „Metal and Hell”, następnie w języku polskim „666”. Za sprawą przypadku (rezonujący fortepian w studio Teatru Stu w Krakowie) debiut KATa uzyskuje niepowtarzalne brzmienie. I choć brzmieniowo ówczesny KAT koresponduje z Venomem, a te dwa, pierwsze albumy często wkładane są do szuflady z black metalem, to i tak uważam, że od tych krążków rozpoczyna się polski thrash. Najważniejszym jest jednak sam fakt, że polską scenę zasila zespół, który zaspokaja łaknącą metalowego grania rodzimą publiczność. Tymczasem Ameryka rzuca światu kolejne wyzwania podnosząc poprzeczkę chyba maksymalnie. W 1986 r.   na światło dzienne wychodzą takie wydawnictwa jak: „Master of Puppets” Metalliki i „Reign in Blood” Slayera. Tutaj nie ma co się rozpisywać. Te dwa albumy

Rok 1985. Złota Dekada Thrashu

Obraz
Po perturbacjach w Metallice (rok 1983), Dave Mustaine, odchodzi i zakłada swój zespół, ale dopiero w czerwcu 1985 roku ukazuje się pierwsze wydawnictwo pod szyldem Megadeth. „Killing Is My Business... and Business Is Good!” – nigdy specjalnie nie przepadałem za tym albumem, bo zawsze wydawał mi się naśladownictwem Metalliki, to zapewne przez utwory „The Four Horsemen” i „Mechanix”, ale i z perspektywy czasu dostrzegam w tym krążku ogromne podobieństwo do tego, co świat usłyszał dwa lata wcześniej na albumach Metalliki czy Slayera. Niemniej jednak tego roku, do „Wielkiej Czwórki” dołącza ekipa Dave’a Mustaine’a . Kilka miesięcy po wydaniu „Killing Is My Business... and Business Is Good!”, ponownie do głosu dochodzi Anthrax z albumem „Spreading the Disease” oraz Slayer wydając „Hell Awaits”. Oba te albumy stanowią niemałą konkurencję dla Megadeth, zwłaszcza, że Anthrax często koncertuje u boku Metalliki. Ponadto tego roku na rynku płytowym debiutują takie zespoły jak „Exodus”, który (

Rok 1984. Złota Dekada Thrashu.

Obraz
1984 to bezkompromisowo rok „Ride The Lightning” Metalliki. Drugi album często weryfikuje czy zespół ma szansę przetrwania i na ile pierwsze wydawnictwo jest przypadkiem. Metallica udowadnia, że nie ma przypadków. Wręcz przeciwnie nabiera doświadczenia, a to powoduje, że album jest spójny brzmieniowo przy jednoczesnym zachowaniu swojej dzikości i szaleństwa. Myślę, że wbrew aktualnie panującym przekonaniom, to ten zespół właśnie wtedy się zaczął. Uwielbiam „Kill 'Em All”, ale uważam, że to właśnie „Ride The Lightning” spowodował, że Metallikę usłyszał świat, a zjawisko pt. „thrash metal” nabrało rozpędu. Zresztą w tamtych latach zespoły działały intuicyjnie i szybko. Albumy powstały błyskawicznie i bez kalkulacji, a to przekładało się na odbiór. Fakt było mniej możliwość porównywania, tak jak to się robi dzisiaj, ale dzięki temu zarówno odbiorcy jak i twórcy radość z muzyki, bez czekania i często przesadnej pompy promocyjnej. Po prostu: album, trasa koncertowa, chwila oddechu i alb

Rok 1983. Złota Dekada Thrashu.

Obraz
Oczywiście wspomniana w prologu Metallica i ich debiut „Kill ’Em All” to nie wszystko, co rok 1983 zaproponował nam muzycznie i ogłosił całemu światu. Drugim takim albumem jest „Show No Mercy” Slayera. Fakt ukazał się niespełna pół roku po „Kill ‘Em All”, ale to mu w niczym nie umniejsza. W tych obu wydawnictwach bardzo cenię sobie surowość, dzikość i brak kalkulacji. Chłopaki po prostu chcieli grać i to robili. Kompozycje są intuicyjne, momentami „brudne”, ale chyba dzięki temu wspaniałe. Tych albumów można słuchać godzinami. Gitary płoną w rękach chłopaków, bębny szaleją a bas zaczyna mieć większe znaczenie niżeli tylko rytmiczne. Wokale agresywne i drapieżne. To wszystko miało ogromny wpływ na raczkujący wówczas thrash metal. Moim zdaniem te dwa albumy zapoczątkowały ten gatunek i choć wiele zespołów zaczynało grać przed rokiem 1983, to i tak te wydawnictwa nadały im charakter oraz je ukierunkowały. Wówczas zespoły rockowe/metalowe chciały grać szybko, energicznie i mocno stąd poł

Złota Dekada Thrashu. Prolog

Obraz
Zmotywowaliście mnie tymi kawami, że postanowiłem wznowić temat „Złotej Dekady Thrashu”. Jakiś czas temu na Facebooku po raz pierwszy użyłem takiego sformułowania. Wówczas obiecałem sobie, że spróbuję zebrać albumy, które by tę epokę zdefiniowały, a dokładniej odnieść się do lat świetności tego gatunku. Wówczas, roboczo ten okres nazwałem „złotą dekadą”. Tak jak wspomniałem w jednym z postów, gdybym to ja miał określić dziesięć lat maksymalnej świetności tego gatunku wskazałbym lata 1983 – 1993. Początek bym ulokował wraz z ukazaniem się debiutu Metalliki „Kill ’Em All”, natomiast jako ostatni, który zamykałby ten okres wskazałbym „Chaos A.D.” Sepultury. „Chaos A.D.”, to mimo wszystko jeszcze świetne thrashowe granie a jednocześnie poszukiwanie czegoś nowego, próba odświeżenia gatunku. Niestety, tego typu próby w różnych zespołach różnie się kończyły, dlatego uważam, że ten krążek stawia kropkę „złotej dekadzie”. Zanim to nastąpi muszę wspomnieć jednak jest taka, że początki thrashu

Slave Keeper „Ślad”

Obraz
Slave Keeper to heavymetalowa formacja z Lublina. Niebawem, bo 23 września światło dzienne ujrzy ich debiutancki album zatytułowany „Ślad”. Mam tę przyjemność, że mogę posłuchać tego wydawnictwa w całości zanim pojawi się w regularnej sprzedaży. W ostatnim czasie coraz rzadziej podejmuję się pisania recenzji, ale w tym przypadku postanowiłem zrobić wyjątek; raz, że zespół reprezentuje moje województwo, dwa, że naprawdę świetnie gra. Od pierwszych dźwięków słucha się z przyjemnością. Niektórzy z Was wiedzą, że nie mam w zwyczaju rozwodzenia się nad każdym utworem a skupiam się na całości. A całość robi wrażenie. Całość to 12 utworów utrzymanych w formule melodyjnego heavy metalu z damskim wokalem. Brzmienie sterylne i przyjemne w odbiorze. Wszystkie kompozycje perfekcyjnie dopracowane, wręcz dopieszczone w każdym dźwięku. Fakt, można się doszukiwać i znaleźć inspiracje, ale po ponad pięćdziesięciu latach istnienia tego gatunku ciężko „wymyślić koło”, nie oznacza to jednak, że muzyce

Anja Orthodox - "...we mnie jest najwięcej czerni"

Obraz
Fot. Piotr Karoński Anja Orthodox, Closterkeller, „Pierwsza Dama polskiego metalu i gotyku”. Gdy pomyślę Anja Orthodox, to przed oczami mam teledysk do utworu „W Moim Kraju” oglądany w czarnobiałym telewizorze. Gdy jakiś czas później zobaczyłem ten klip w kolorze, to załapałem jego przesłanie ukryte, właśnie w kolorystyce przesłanie, które doskonale uzupełniało treść zawartą w tekście utworu. Gdy pomyślę Anja Orthodox, to przyznaję, że jako młodzieniec byłem zauroczony w niej jako kobiecie, a to pewnie potęgowało zainteresowanie zespołem Closterkeller. Gdy pomyślę Anja Orthodox, to przed oczami mam artykuł (najprawdopodobniej z gazety Popcorn), w którym opisany był jej ślub i rockowe wesele o jakim później marzyłem. Gdy pomyślę Anja Orthodox, to przed oczami mam niezwykle utalentowaną artystkę o potężnym głosie, z niesamowitą umiejętnością konstruowania poetyckich tekstów i oryginalną w stylistyce kompozytorkę. Bardzo sobie cenię twórczość zespołu Closterkeller, a gdy ostatnio uczes

Lato z Katem Cz.3

Obraz
fot. Katarzyna Loth Trzecią część postanowiłem zrealizować nieco inaczej, niż wcześniejsze. Kilka razy zabierałem się do tego wpisu… biorąc pod uwagę mój czas latem, okazuje się, że mało mogę go poświecić na blog. Zastanawiając się co napiszę, pomyślałem sobie… ciekawe jak zareagowałby któryś z członków zespołu na hasło „Lato z Katem”. Nie wiem dlaczego, ale od pierwszej chwili, wyobraziłem sobie tylko jedną osobę… z całych (aktualnie dwóch ekip Kata i Kata z Romanem Kostrzewskim) moje myśli pobiegły w stronę jednego z założycieli zespołu… Ireneusz Loth – pomyślałem… Chwilę się zastanawiałem czy jest sens zawracać głowę człowiekowi pomiędzy koncertami… wahałem się też czy po prostu nie zginę w setkach maili i wiadomości… bo przecież blog to nie muzyczny serwis informacyjny, portal, czy tym podobne wydawnictwa branżowe. Gdybym zastanawiał się dłużej na pewno znalazłbym jeszcze wiele innych powodów, przez które bym nie napisał do Pana Ireneusza. Szybko więc zredagowałem wiadomość i równi